pondělí 18. května 2009

Odcinek 49.: gramy w kota i myszki..

Gdzieś tam napoczątku pisałem, że mieszkam studio (buňkový systém) z jedną dziewczyną. Zabradzo się nie widujemy, ale o to tutaj nie chodzi. Zauważyłem bywając często na pokoju jedną sprawę. Otóż w domu mi zawsze miawiali, żebym deske klozetową położył zpowrotem na toaletę po wykonaniu potrzeby. Istnieją na ten temat różnego rodzaju dowcipy o małżonkach, mężczyznach i co ja wiem co jeszcze. 

Jednak ta dziewczyna zostawia deskę na górze, mnie to nie wkurza, zaszwe się uśmiechnę i deskę położe. Jest to taki znak jakby..ponieważ wiem, kto był przedemną. Taka zabawa, ja jestem kotem a ona myszka i bawimy się tak już ze dwa miesiące. Nie wiem, dlaczego się tak dzieje, może dlatego, że panowie u tego stoją, a kobiety siedzą i następnie się już toaletą zbytnio nie przejmują. Ale przecież musi się otoczyć by spłukać wszystko? 

No..hmm.. jest to ciekawy temat.. możecie rozważać i zmyślać teorie!

neděle 17. května 2009

Odcinek 48.: troche kultury, przyrody i skakający autobusik

Jak niedziela, to musi być wycieczka:-) 

Podczas rekonstrukcji Sukiennic, Galeria Sztuki XIXw. została przeniesiona do Zamku Królewskiego w Niepołomicach(http://www.zamekkrolewski.com.pl/new/). Otóż i to był główny cel mojej niedzielnej wycieczki. Dzień wcześniej próbowałem ustalić, jak dojechać do Niepołomic. Pociągi tam niejeżdżą, więc została tylko możliwość autobusu, czyli tutaj popularnie zwanych busów (podobne jak w Czechach minibusy, takie większe samochody osobowe z kilkunastoma siedzieniami). W internecie szkałem rozkładu jazdy takich oto busów, nie miałem dużó szczęścia. Znalazłem od jednej firmy 3różne rozkłady jazdy bez zapisanych przystanków, po godzinie marnego szukania, postanowiłem to zostawić losowi, nich sam zadecyduje:-) O tyle większą dla mnie było niespodzianką, kiedy na improwizowanym dworcu (bo to raczej większy parking) znalazłem tablice, gdzie był jeszcze inny plan jazdy tego samego przewoźnika. Powiedziałem sobie, no dobra, zaczekam i zobaczymy jak się wszystko rozkręci! Po pół godzinie czekania, wyjechaliśmy w stronę Niepołomic (przez Wieliczkę). O ile pisałem, że nigdzie nie było rozpisu przystanków, to miałem rację. Ludzie stojący na różnych przystankach komnikacji miejskiej zawsze machnęli ręką i kierowca się zatrzymał. Było to dla coś nowego i widocznie to funkcjonuje! Kilka pasażerów chciało do Kopalni Soli w Wieliczce, kierowca się nagle na jednym z przystanków zatrzymał i powiedział, że kto chiał do Wieliczki, niech wysiada i tam za krzakami na lewo i na dół. No fascynujące:-)

Niemniej po godzinie jazdy busikiem, dotarnęliśmy do Niepołomic. Miasto spało, jak przy niedzielny dopołudniu. Rynek mały, gdzie większość miejsca zajmuje parking, kilka restauracji, sklepów, Kościół pw. Dziesięciu Tysięcy Męczenników (fajna nazwa), no i coś w improwizowanym stylu jako przystanek autobusowy z kebabem. Moje pierwsze kroki po "zwiedzieniu" rynku i parku królowny Bony, poszły w stronę zamku i wystawy. Porozglądałem się po dziedzincu, na ścianach wisiały fotografie z rekonstrukcji zamku, były fajniackie armaty i wszystko, mieszczącej się w zamku restauracji, wskazywało, że ta ludność kościelna, którą zobaczyłem, będzie tutaj odprawiać wesele. Tak też było! Po zwiedzeniu wystawy, którą bardzo polecam, poszedłem na obiad i posiedzieć troche w parku zameckim. Następnie wyruszyłem w stronę Puszczy Niepołomickiej, po straej ścieżce królewskiej, pochodziłem troche po lesie, naczęrpnąłem troche świeże energii od śpiewających ptaków i szumu drzew, by poprzez troche zdewastowany cmentarz żydowki wrócić na rynek i pojechać budem do Krakowa.

Na przystanku nie było porządnego rozkładu jazdy, więc nie miało sensu marnować czas i pytać ludzi, kiedy i jaki bus przyjedzie (bo ich do Niepołomic jeździ sporo). Ale do 15min autobus przyjechał i mogłem wrócić do Krakowa. Drogą do Niepołomic sidziałem na pierwszym siedzieniu u drzwi, nie było jeszcze tak gorąca i za każdym zatrzymaniem miałem możliwość pociągnąć troche świeżego powietrza, ale droga powrotna okazała się być nie do wytrzymania i jak w saunie (więcej chyba pisać nie muszę). Jedynym ewementem, który mi przeszkadzał, pomijając ciepło i krople potu, była ostra jazda kierowcy. Chyba wszystkie dziury na trasie Niepołomice-Kraków nasz autobus zaliczył. W jednym miejscu, kiedyśmy wszyscy na siedziskach skakali obowiązkowo, to poczułem, że moja głowa dotknęła sufitu busa. Ale jednak nie źle było, widząc znane mi już miejsca, postanowiłem wysiąć i na piechotę wrócić do akademika.

Podsumywując wycieczke, to muszę powiedzieć, że była fajna. Poznałem dalsze miasto, zposoby transportu, widziałem ciekawe obrazy, a niektóre z nich bym i w domu sobie powiesił.. było ciekawie!

sobota 16. května 2009

Bazy biogramów

Dzisio jak jo szperoł po strónka biblioteki uniwersytecki, tak jo zauważył link na już darmowóm bazem biogramów, je dobrze zpracowano i całkiem intuitywnio, ale tylko w języku polskim. Szereko proponujym:

A drugo baza biogramów pochodzi już z regionalnego kącika, Elektroniczny słownik Śląska Cieszyńskiego: http://www.kc-cieszyn.pl/biografie/index.php?

Tak badajcie, ściągajcie i bawcie się!

Richard Raack: Stalin's Drive To The West 1938-1945

Upozornil jsem Cech, ale žebych hodil odkaz i sem, tak na to jsme nějak zapomněl. Knihu jsem četl ke zkoušce a můžu říct, že je velmi kvalitně napsaná, čtenář se neztrácí a orientuje se v popisované problematice. Předností této knihy, kromě čtivosti a počtu stran, jsou také důvtipné autorovy názory na politiku Stalina, někdy sice s nimi zachází až příliš daleko, avšak nic na tom nemění, že jsou to názory, které nesmíme přehlédnout a které mohou přispět k lepšímu poznání Stalinových snah v době a těsně po druhé světové válce.

No a teď ten odkaz, recenze je dobře napsaná a podá vskutku dobrý obraz o knize:

pátek 15. května 2009

Odcinek 47.: poznałem Kraków?

Wczoraj wracając z obiadu, rozmyślałem na ile znam miasta, w których ostatnio toczy się me życie. No nie jest ich dużo, to prawda, ale generalnie rzecz biorąc, to byłem w kilkudzisięciu miastach - oczywiście zawsze na wycieczce czy z innego powodu:-) Ale tylko w trzech przebywam najczęściej za ostatnich 5 lat - Karwina, gdzie się urodziłem i mieszkam; Olomouc, gdzie studiuję od 5 lat; Kraków, gdzie aktualnie erasmusuję. 

Miasto rodzime zna chyba każdy, jak swe własne nogi (ale to twierdzenie jest chyba błędne, bo mieszkać w 10-cio czy 100-tysięcznym mieście jest różnica, ale wiadomo, o co mi chodzi), Olomouc poznawałem bardzo powoli i te początki to właściwie są jak teraz w Krakowie. Najpierw czułem się dobrze na dworcu, potem przystanek tramwajowy, to był dla mnie istny dom..a kiedy człowiek jedzie tramwajem, to metr po metrze odkrywa i zaczyna się zapoznawać z nowym domem.. Po zakwarterowaniu, znalezieniu jadalni, sklepu i etc., zawsze mam takie uczucie, że jakbym znalazłem wszystko i niczego więcej mi nie trzeba:-) Ale to błędne sugerowanie! Zawsze coś trzeba i zawsze coś brakuje!  Za tych przeszło 5lat w Olomouci, to miasto w pewnym sensie poznałem i w końcu polubiłem, stało się moim drugim domem, spędzam tam o wiele więcej czasu niż w Karwinie i pod względem wielkości jest to miasto, gdzie bym może i chciał mieszkać. Jest duże, ale nie tak jak Praga czy Kraków, ale zarówne jest inne niś wszystkie inne miasta w okręgu morawskośląskim..chyba bardziej ładne (ale każda moneta ma dwie strony, nieprawdaż?). Kraków jest nie porównywalny do innych miast, ma swoistą historię, zabudowe, dążenia, ale tak naprawdę znam tylko te miejsca, które najczęściej przemierzam i szczerze mówiąc, jestem z tym stanem stosunkowo zadowolony. Może gdybym tutaj spędził 5lat, było by inaczej, ale tak jakoś bez sensu pozanwać każdy zakamarek, ścieżkę czy ciemne uliczki Krakowa, a na dodatek na mój gust jest tu zbyt dużo turystów, a ja nie lubie dużo ludzi:-) Poprostu to miasto ma swój wspaniały urok, ale mieszkać bym tu chyba nie potrafił (jednak widzę to z perspektywy studenta tymczasowego, mieszkającego w centrum:-)).

Na zakończenie by chyba chciało jakiejś konkluzji, a więc: Kraków poznałem na tyle wystarczająca, że przyjechać tutaj na wycieczkę, to się chyba szybko zorientuję..czyli mój staż erasmusowy spełnił podświadomie jeden z głównych celi swojej polityki:-)

BON VOYAGE!


ps: ten oto artykulik jest już 50. z rzędu przyczynkiem krakowskich zmagań.. dziękuję za Wasze zainteresowanie!

Odcinek 46.: kilka słów o współlokatorach, mieszkaniu w akademiku i nocy krakowskich muezów

Myślę, że mogę szczerze powiedzieć, że zawsze miałem szczęście na współlokatorów. Jak w Ołomuńcu, kiedy to mieszkałem razem biorąc z ośmioma chłopakami (chociaż z jednym to było chyba w ramach próby mej cierpliwości, ale przeżyłem..on takiego szczęścia nie mał..wywalono go z uczelni), tak i tutaj w Krakowie mam na pokoju dwóch dobrych współlokatorów. Nie są ani agresywni, ani ludzie dzikiego podchodzenia do życia..poprostu normalni, na mej osi przeciętnie konserwatywni. Oczywiście wybryki studenckie, to rzecz normalna. Wszyscy jesteśmy studentami i wiemy, jakie życie w akademiku panuje, nieprawdaż:-) No i właściwie jestem zadowolony, że mam takich oto współlokatorów, może i to wynika, że mam minimalnie szkoły i dużo czasu przebywam na pokoju, gdzie obaj są rzadko, a jak już są, to się zachowują cicho i jak by nikogo nie było:-) Chociaż jeden z nich to taki śpioch. Od wtorku, co jestem w Krakowie, nie wstaje przed dziesiątą czy jedenastą, a wczoraj to dopiero koło 13 wstał z łóżka, coś dla mnie nie niezrozumiałego i w dodatku chrapie! Ale z drugiej strony to ja chyba temu troche rozumie, bo jak człowiek się późno kładzie, to późno wstaje, no nie??

Ale inaczej to życie w tutejszym akademiku od innych się zbytnio nie różni. Jest wszystko, czy w miare wszystko, tak jak powinno być. Chociaż mi żaluzii brakuję i wstaję już koło 7 rano, ale to mi nie przeszkadza. Żaczek oferuje swoim studentom naprawdę dużo: jest klub (http://www.klubzaczek.pl/), słynna krakowska Rotunda (http://www.rotunda.pl/), ksero, fryzjer, wypożyczalnie nart, rowerów i skutrów, dwie jadalnie, no i przajcielska twarz pana ochroniarza przy wejściu:-) Lokalizacja Żaczka jest świetnia - 3min do Biblioteki Jagiellońskiej, 10min mam do szkoły, 15 min do większego sklepu, 12min na Rynek, a pod "schodami" przystanek tramwajowy i kawałek dalej tzw. bus-cross (taki oto węzeł autobusowy). Mógł by być szybszy internet, ale nie żałuję, bo jest taki, jaki jest..a ja jestem zadowolony, że wogóle jest, że mogę pogadać z przyjaciółką, z rodziną i ze swoimi najlepszymi kumplami!

Ale wracając słowem do współlokatorów, to przypomnieli mi, że dzisiaj jest w Krakowie Noc Muezów. Sami chyba wiecie, jak taka impreza wygląda, więc nie ma sensu pisać dokładniej, ale dla zaprezentowania krakowskiej nocy, to tutaj przesyłam link na pdf plik: http://www.krakow.pl/_lib/komunikaty/getAttach.php?binId=8246 . Muzea są otwarte od 18 do 1 w nocy, towarzyszą pewne atrakcje, gry i zabawy, pokazy eksponatów etc. Nie, że bym nie był zainteresowany, ale ale tych ludzi, co wszędzie będzie..pche..tego nie lubię. Wolę być w muzeum sam czy w jak najmniejszej ilości osób, bo tak jest łatwiej patrzeć na wszystko z różnej odległości, perspektywy, zpoglądać na eksponaty i kilka minut..a w takim tłoku, to by było jak na wycieczce klasowej..szybko, szybko, że byśmy tylko zdążyli następne..a tego ja nie lubiłem nikdy. Zawsze chciałem się z przedmiotem troche zaznajomić (o ile mnie zainteresował), wymyśleć sobie troche historii, pomarzyć kto i kiedy tego używał, jak to w tych czasach wyglądało... poprostu próbuję znaleźć coś z historii.. to już chyba pasja, przeznaczenie.. :-)

úterý 12. května 2009

Díl 45.: maškarní, ping-pong a co já vím...

Udělal jsem si zase chvilku odpočinku a vyrazil za svou milou do Olomouce. Ve čtvrtek jsem se ukázal na KHI a trochu zašpásoval na maškarním plese, při grilování a soudku piva. Byl to prima strávený čas a moc jsem rád, že jsem přijel a popovídal si s Vámi.

Jelikož jsem za poslední dobu trochu přibral, zřejmě díky vysedávání před kompem, popíjeni piva a pojídání všeho, co mi do puse přilítne, jak pečená holoubátka! Takže bylo načase si trochu zasportovat :-) Nenapadlo nás s Míšou nic jiného než si zahrát badmington, ale pak jsem viděl pomůcky na ping-pong a já dostal takovou chuť si zahrát, ptž já ping-pong velmi rád, ale tak nějak poslední dobou není na to čas. Jedinou nevýhodou byla absence hracího stolu, ale s tím jsem si hravě poradil, jako zkušený inovator a člověk zručný na všelicos, ale jak maminka říká, že sice umím všechno zařídit, opravit, nainstalovat, ale zpívat bych neměl! Má asi pravdu. Takže jsme vzali s Míšou jeden větší stůl, orbátili ho podélně a místo síťky použili dvě knížky. A hrálo, na zkrácené sety a já vyhrál!!!!!! 4:3 na zápasy!!!!! Bylo to skvělý, nejenom zápas.. Děkuji Ti..jsi báječný člověk a já si užívám každou minutu, co jsem s Tebou!

Taky mě štve to počasí, sice se dneska trochu rozsvítilo na nebi, ale i tak to není, to co to bývalo, snad pro příštích několik dnů to bude lepší. Celkem prdel byla jet v pondělí večer do Krakova. Ne že pršelo jak z konve, pořád se opakovaly intervaly mezi pršením a nedeštěm. No a když jsem se už chystal na tramvaj, tak začal být ten stav nedeště..měl jsem celkem radost, ptž pak od tram na bahnhof je to v pohodě. Jenomže to by nebylo naše počasí, aby v minutě, kdy já vycházím ze dveří domu nezačalo "chcát" jak na Samote u lesa. Chcalo a chcalo a já si smočil spodky nohavic:-( ale tramvaj přijela vskutku rychle, já nastoupil a už jenom vnímal a nasával odóry cestujících, hleděl přes zamlžené tramvajové okénko a rozplíval se nad krásou olomoucké městské krajiny po trati tramvaji č. 7:-)

úterý 5. května 2009

Díl 44.: Juwe, juwe, juwenalia, kto nie pije to kanalia!

Určitě to znáte, jste doma nebo na chatě, chcete mít hezké odpoledne, ale pod okny Vám řve sousedovic spratek. S mým štěstím to mám každý víkend, co jsem doma, ale tak nějak jsem si už na to zvykl, že na to nijak nereaguji, jen občas něco u plotu schovaný pod altánem prohodím, jak tu býval kdysi klid..ono by to možná fungovalo, ale musel bych to zřejmě říct na hlas..:-)

Ale tak nějak jsem začal odjinud než jsem chtěl, tak jinak. Nevím kolik z Vás si pamatuje koncert Kabátů na olomoucké envelopě ještě v době, než vůbec začli stavět novou přírodu. Je to už dobrých 5 let tomu. Já si ten den i celkem vybavuji, ptž na druhý den jsem měl zápočet z latiny a chtěl jsem se učit, jenže to nešlo. Ta pláň je celkem daleko od kolejí, ale i tak bylo dost dobře slyšet jak zvukaři zkoušeli aparatúru. Ale zřejmě mi všichni dáte za pravdu, že to byl fakt hukot..ani další akce v podobě majálesů nebo pivních festivalů nevytvářely takový rachot, jako zkouška zvuku Kabátů. No a teď si vemte, že by jste o něco slabší aparatúru měli pod okny koleje? Že si to nedokážete představit? To je škoda, kdyby ten dunící pocit, který je ve mně už bezmála 4hodiny, se dal přenést pomocí tohoto blogu, tak by jste zjistili, jaké to jé být lokován v prvním patře 50m od pódia! Fakt zážitek! Mě by to dunění ani tak nevadilo, kdyby pouštěli moje oblíbené techníčko (musím se Vám ale teď přiznat, že v poslední době poslouchám hardtechno a to je fakt nářez, tady trocha ochutnávky: 



), ale co oni tam za skvosty pouštějí to jsou pro mně fakt boží muka!!! Nemám nic proti rocku, reggae či punku, ale to není hudba mého mládí a nikdy nebude. Jsem ochoten si ji občas poslechnout, ale myslím, že jedna písnička na rok až dva je přijatelný kompromis vůči těmto žánrům!

Těď tam právě si prozpěvuje nějaký týpek, ale řekl bych že bytoho měl nechat, neb mu to fakt nejde a zřejmě ho bolí v krku, ptž mu vůbec nejde rozumět a nějak tak divně chraptí:-) 

Dnešním dnem začal čtyřdenní majálesový maraton jagiellonské univerzity. Pokud jsem si všiml dobře, tak bude trvat ta agonie až do neděle, ale já naštěstí jedu zítra dom, tak uniknu celé vřavě a jsem za to upřímně rád! Nevím jak Vy, ale já moc ty otevřené na čerstvém vzduchu festivaly moc nemusím, ne že bych nějak toužil po velkých close-air party či jiném hromadném šílenství s naprosto cizími lidmi..to fakt ne! Ačkovil masy vládly a vládou světu, tak já se takto koncentrovaných mas hrozně moc bojím. Jedinec je ovladatelný, ale masa nikoliv! I když být na Loveparade in Berlin musí být úžasný pocit...

ps: název příspěvku je i heslem zdejšího majálesu.. takový bojový pokřik, aby místní prodejci alkoholu měli větší tržby:-)

pondělí 4. května 2009

Díl 43.: perfektní výlet do kopců a mezi zvířaty..

Včera jsem si udělal moc hezký den. Už v pátek jsem si plánoval nějakou atrakci na víkend a rozhodl jsem se navštívit jeden vrchol, který vídám cestou ze školy. Ráno jsem provedl nutnou očistu a vyrazil na velkolepou túru. Kvůli zabezpečení celé cesty jsem nakoupil pár jízdenek a vyrazil na kopec. Cesta byla fajn, nejdřív příjemná rovinka na krakovských Błoniach, ale pak začala prudce stoupat do kopečka a po klikatých cestičkách jsem vyšplhal na Kopiec Kościuszki (http://www.kopieckosciuszki.pl/). Kopec vznikl za velkého přispění celého národa, kdy ze všech koutů Polska, ale i ze světa, byla svezena hlína k usypání celého památníku, který vznikl v roce 1823. V druhé polovině XIX stol. Rakušané pak kolem kopce postavili fort, který se podařilo díky stále fungujícímiu komitétu zachovat a velebit do dnešních dnů. Samotný kopec prošel 2x rekonstukcí, naposled na počátku nového milénia, kdy půda se začla sypat a chodníky začly praskat. V samotném areálu jsou tři expozice, první je výstavou voskových figurín "Poláků cesty ke svobodě", druhá se vztahuje ke všem krakovským kopcům, kopečkům (zůstaly 4 z 5), no a třetí je o Kościuszce, posvtání a vše, co se k tomu vzathuje ke Krakovu. Voskové figuríny jsem neviděl, ale zbylé dvě byly moc hezky provedené. Dobové předměty, fotografie, makety etc. A ke všemu úspěchu 3. května  je v Polsku velký svátek a tak vstup na Kopiec byl zdarma. A abych nezapomněl, k samotnému kopci je doslova přilepena kaple - viz foto. Pokud ale nebudete mít v blízké době možnost se z kopce podívat na panorama Krakova, tak doporučuji tuto adresu:
http://www.kopieckosciuszki.pl/pokaz/pokaz.php?lang=pl (pohyb myší: pravým točíte kamer
ou a levým přibližujete.).

Další část dne jsem vyplnil návštěvou zoo. Cesta do zvířecího parku byla dlouhá, prudká
 a strnitá. První autobus mi ujel před nosem a další jel za půlhoďky, tak jsem se rozhodl jít pěšky na další zastávku..došel jsem asi na třetí, autobus přijel..ale já se tam nevlezl. Tak jsem šel do zoo pěšky a byla to hodně dlouhá cesta, do kopce, na přímem sluníčku (bylo něco kolem 13h) a kolem několika kilometrové kolony nedočkavců. Když jsem si myslel, že jsem u brány zoo, tak jsme měl radost, pot ze mně stékal, srdce bušilo a všude jenom nádherná vůně výfukových plynů, které doprovázeli ptáci na stromech lesa. Ano, park je situován v lese. Po 10min funění do kopce (už ale bez aut - do lesa mají vstup zakázan), jsem se ocitl před branami parku. Má první cesta ale zamířila ke stánku s jídlem. Všude bylo plno a musel jsem 10min čekat v řadě, ale dobře jsem se najedl a k mému zklamání jsem šel si vystát frontu k pokladně. Po zaplacení 42kč se mi otevřela brána k zavřeným zvířatům:-) Bylo tam hezky, akorát mě štvaly ty malý děcka..řvaly a neuměly se chovat a jejich rodiče (pokud se tomu druhu tak může říkat) ty svoje děti nedokázali srovnat. V zoo to měli hezky udělané, právě stavěli nový pavilo pro žirafy. Moc jsem si to užil. Pro více informací: http://www.zoo-krakow.pl/.

Mým posledním cílem byl Kopiec Niepodległości im. Józefa Piłsudskiego. Taky byl postaven za velkého přispění celého národa v roce 1934, zemina byla svezena ze všech bojišť Poláků z 1SV. Kopec je situovaný celkem blízko zoo, zhruba 30min pěšky. 
Je zněj hezký výhled, taky mám svůj komitét, který o kopec pečuje. Generální gubernátor Hans Frank chtěl kopec srovnat se zemí, ale nikdy k tomu nedošlo. Po druhé světové se představitelé města snažili různými
 prostředky kopec zničit, ale nijak zvlášť se jim to nepodařilo. V 1953r. s pomocí tanku zničili granitovou desku se znakem polských legiónů.

Chtěl jsem ještě navštívit místní astronomickou observatoř, ale nezbyly mi žádné sílybyl jsem unaven a bolely mě nožičky a tak jsem se vrátil zpátky do civilizace. Autobus samozřejmě mi utekl před nosem (už po druhé), takže jsem si rozhodl udělat krátkou procházku na další zastávku, kde jsem nastoupil na bus a vydal se na kolej, kde byla mnou blahoslavena sprcha:-)

Následovala skvěla večeře a ještě lepší hokej, i když byl lehce poznamenán špatným přenosem streamu. Ale i tak jsem měl nádherný den!

pro zajimavost tady je pár fotek: 

pátek 1. května 2009

jsi moje *

šeptem jsem procházel 
kolem Tebe
jenom úsměv na rtech jsi měla
težko si teď dokážu představit
žít bez Tebe
jsi můj letní vánek za studeného večera

přál bych si teď být s Tebou
objímat Tě a hladit
mám pocit tísně uvnitř svého těla
bolí to 
a srdce mi puká
protože dlouhá odloučení
jsou pro mně muka

okno otvírám dokořán
dívám se na měsíc
a Ty jsi tam
hvězdička ze všech nejkrásnější
chci Ti být na blízku
alespoň přes nebe
jsi tlukot mého srdce
a to srdce netluče bez Tebe...