neděle 17. května 2009

Odcinek 48.: troche kultury, przyrody i skakający autobusik

Jak niedziela, to musi być wycieczka:-) 

Podczas rekonstrukcji Sukiennic, Galeria Sztuki XIXw. została przeniesiona do Zamku Królewskiego w Niepołomicach(http://www.zamekkrolewski.com.pl/new/). Otóż i to był główny cel mojej niedzielnej wycieczki. Dzień wcześniej próbowałem ustalić, jak dojechać do Niepołomic. Pociągi tam niejeżdżą, więc została tylko możliwość autobusu, czyli tutaj popularnie zwanych busów (podobne jak w Czechach minibusy, takie większe samochody osobowe z kilkunastoma siedzieniami). W internecie szkałem rozkładu jazdy takich oto busów, nie miałem dużó szczęścia. Znalazłem od jednej firmy 3różne rozkłady jazdy bez zapisanych przystanków, po godzinie marnego szukania, postanowiłem to zostawić losowi, nich sam zadecyduje:-) O tyle większą dla mnie było niespodzianką, kiedy na improwizowanym dworcu (bo to raczej większy parking) znalazłem tablice, gdzie był jeszcze inny plan jazdy tego samego przewoźnika. Powiedziałem sobie, no dobra, zaczekam i zobaczymy jak się wszystko rozkręci! Po pół godzinie czekania, wyjechaliśmy w stronę Niepołomic (przez Wieliczkę). O ile pisałem, że nigdzie nie było rozpisu przystanków, to miałem rację. Ludzie stojący na różnych przystankach komnikacji miejskiej zawsze machnęli ręką i kierowca się zatrzymał. Było to dla coś nowego i widocznie to funkcjonuje! Kilka pasażerów chciało do Kopalni Soli w Wieliczce, kierowca się nagle na jednym z przystanków zatrzymał i powiedział, że kto chiał do Wieliczki, niech wysiada i tam za krzakami na lewo i na dół. No fascynujące:-)

Niemniej po godzinie jazdy busikiem, dotarnęliśmy do Niepołomic. Miasto spało, jak przy niedzielny dopołudniu. Rynek mały, gdzie większość miejsca zajmuje parking, kilka restauracji, sklepów, Kościół pw. Dziesięciu Tysięcy Męczenników (fajna nazwa), no i coś w improwizowanym stylu jako przystanek autobusowy z kebabem. Moje pierwsze kroki po "zwiedzieniu" rynku i parku królowny Bony, poszły w stronę zamku i wystawy. Porozglądałem się po dziedzincu, na ścianach wisiały fotografie z rekonstrukcji zamku, były fajniackie armaty i wszystko, mieszczącej się w zamku restauracji, wskazywało, że ta ludność kościelna, którą zobaczyłem, będzie tutaj odprawiać wesele. Tak też było! Po zwiedzeniu wystawy, którą bardzo polecam, poszedłem na obiad i posiedzieć troche w parku zameckim. Następnie wyruszyłem w stronę Puszczy Niepołomickiej, po straej ścieżce królewskiej, pochodziłem troche po lesie, naczęrpnąłem troche świeże energii od śpiewających ptaków i szumu drzew, by poprzez troche zdewastowany cmentarz żydowki wrócić na rynek i pojechać budem do Krakowa.

Na przystanku nie było porządnego rozkładu jazdy, więc nie miało sensu marnować czas i pytać ludzi, kiedy i jaki bus przyjedzie (bo ich do Niepołomic jeździ sporo). Ale do 15min autobus przyjechał i mogłem wrócić do Krakowa. Drogą do Niepołomic sidziałem na pierwszym siedzieniu u drzwi, nie było jeszcze tak gorąca i za każdym zatrzymaniem miałem możliwość pociągnąć troche świeżego powietrza, ale droga powrotna okazała się być nie do wytrzymania i jak w saunie (więcej chyba pisać nie muszę). Jedynym ewementem, który mi przeszkadzał, pomijając ciepło i krople potu, była ostra jazda kierowcy. Chyba wszystkie dziury na trasie Niepołomice-Kraków nasz autobus zaliczył. W jednym miejscu, kiedyśmy wszyscy na siedziskach skakali obowiązkowo, to poczułem, że moja głowa dotknęła sufitu busa. Ale jednak nie źle było, widząc znane mi już miejsca, postanowiłem wysiąć i na piechotę wrócić do akademika.

Podsumywując wycieczke, to muszę powiedzieć, że była fajna. Poznałem dalsze miasto, zposoby transportu, widziałem ciekawe obrazy, a niektóre z nich bym i w domu sobie powiesił.. było ciekawie!

Okomentovat