pondělí 2. března 2009

Odcinek 10.: Erasmus Welcome Party in Cień Club

Zpoczątku mi się za bardzo nie chciało, ale jak już to bywa..to dobrze się nakoniec bawiłem. Poznałem dużo nowych ludzi, choć imiona nie pamietam:-) Przyszedłem punkualnie na 20, jak pisano w programie, ale zastałem tylko jedną szwarną Litwinkę i dwóch Francuzów. Zaznajomiliśmy się i pogadali chwilę. Następnie przyśli dalszi i dalszi, więc zaczynał być tłok, ale nie źle było. Wszystkim rozumiałem, a kiedy nie, to się przypytywałem (muzyka grała głośno i do tego angielski:-)). Rozmawiałem z Szwedem (jak Forsberg wyglądał z profilu), co ma polską dziewczynę. Poznałem człowieka, którego rodzina, to mieszanka różnych narodowości. Sam się urodził w Pradze (i miał taki wspaniały prażski akcent), żyje w Norwegii, dziadkowie pochodzę ze Słowacji. No zupełny miszmasz. Byli Węgrzy, dużo Turków i dwie Niemki (jedna piękniejsza niż druga). Niemiec, co mówi po polsku. Były dziewczyny ze Słowacji... No było ciekawie, dobra muzyka, ale chyba w odpowiednią porę opuściłem całe to towarzstwo internacjonalne..

Co mie jednak w kurzało, to cena piwa..7PLN za kufel bez piany z kolorowaną wodą! Co jednak miałem robić, kiedy to najtańszy trunk był?? Dla tych Szwedów, jak mówili, to tanie, bo u nich piwo kosztuje 4EUR.. Ja rozumiem, że większość studentów Erasmusa pochodzi z krajów bogatszych niż Polska, Czechy czy Słowacja, ale dlaczego taka drożyzna? Ludzie jest kryzys finansowy!!! Myślę, że w Krakowie napewno się znajdzie inny klub, gdzie alkohol tańszy (przynajmniej o trochę).

Miałem pewne obawy, co do mojego angielskiego, ale niektórzy to byli gorsi, więc aż tak źle ze mną nie jest. Mam nadzieję, że z większym kontaktem się więcej osłucham i poprawie angielski..
Okomentovat